pesland.pl

PES6: Korespondencyjny pojedynek w Ekstraklasie. Mecz Kolejki #1 XXIX sezon!

Witamy serdecznie w anonsowanej ostatnimi czasy reaktywacji Meczów Kolejki. Na pierwszy ogień starcie Ekstraklasowiczów. Pojedynek 15 rundy na Goodison Park pomiędzy świetnymi technicznie gośćmi z Madrytu, a silnymi jak tury mieszkańcami mniej utytułowanej części Liverpoolu zwiastował sporo emocji. Kibice gospodarzy nie wyobrażali sobie rezultatu innego niż zwycięstwo swoich podopiecznych. Jak to się skończyło? Zapraszam do relacji.

 

W szranki stanęli: w niebieskim narożniku Greg (11.) natomiast w czerwonym trebuh111(14.)


Pozycja w tabeli może być nieco myląca, ponieważ obydwaj panowie mają do rozegrania więcej spotkań niż gracze z miejsc 6-10. Wszystko zatem jest jeszcze możliwe, po nadrobieniu zaległości. Przyjrzyjmy się zatem składom desygnowanym na to spotkanie:

 

Pierwsze co rzuca się w oczy to brak kilku podstawowych zawodników. Przede wszystkim mowa tutaj o Falcao i Fellainim. Są to gracze, którzy w pojedynkę potrafią rozstrzygnąć losy spotkania. Z drugiej strony obydwie drużyny nie grzeszą w tym sezonie jakąś wybitną skutecznością. Żaden z graczy tych zespołów nie łapie się na dzień dzisiejszy do pierwszej piętnastki strzelców. Co to może zwiastować? Ameryki nie odkryję pisząc, że sporo sytuacji, lecz niewykorzystanych.

"Mówisz i masz" - jak głosi tytuł jednego z polskich "artystów" muzyki popularnej. Jeszcze dobrze nie rozpoczęło się to widowisko, a już nadarzyła się pierwsza okazja bramkowa. Jelavić rozegrał piłkę z Gueye i wyszedł sam na sam. Aż prosiło się o podcinkę a la Dawidziak, strzał jednak z prostego podbicia trafił prosto w interweniującego Courtoisa.

Anglicy ewidentnie lepiej weszli w mecz, nacierali z pasją zmuszając rywali do ciężkiej pracy w defensywie. W 15 minucie Los Colchoneros uratował słupek po indywidualnej akcji Cahilla. Hiszpanie pierwszy groźniejszy strzał oddali dopiero po pół godzinie gry za sprawą Diego, jednak Hahnemann nie musiał nawet interweniować.

Grzesiu był zdecydowanie lepszy jednak jego miłosierdzie nie znało granic. Tego co zrobił Cahill w 22 minucie to chyba nawet najstarsi górale nie widzieli. Bramkarz praktycznie minięty i…komuś się chyba pomyliły klawisze strzału i podania ;P. W odpowiedzi Pedro Martin próbował spektakularnego lobu z 17 metrów, ale chyba sam nie wierzył, że to się powiedzie.

Festiwal pudeł, zwłaszcza po stronie The Toffies. Tak można podsumować pierwszą połowę spotkania. Prowadzenie Anglików jakże PESowskie, tyle kapitalnych szans, a bramka padła po rzucie rożnym i strzale głową Cahilla. Madrydczycy musieli coś zmienić w przerwie, ponieważ zostali totalnie zdominowani.

I poprawa była widoczna, bo już w 46 minucie Adrian miał okazję na 1:1, jednak przestrzelił. Gra się nieco wyrównała, defensywy momentami ostro lecz skutecznie pracowały by nie dopuścić do klarownych sytuacji...do czasu. Na pół godziny przed końcem Osman wbiegł w pole karne, a obrońcy rozstąpili się przed nim...o właśnie tak:

Mieliśmy zatem dwubramkowe, w pełni zasłużone trzeba przyznać prowadzenie.

10 minut później Atletico pokazało jednak pazur. Fantastyczną, zespołową akcję wykończył Mario Suarez i mamy 2:1, przywracając gościom nadzieję na urwanie choćby punktu w tym meczu.

W 80 minucie umiejętnościami technicznymi błysnął Diego, z ładnego rajdu, którego nie powstydziłby się chyba nawet sam L(eoM)essi, jednak niewiele wynikło. No może poza tym, że w jednej z kolejnych akcji Cahill ustala wynik spotkania na 3:1 po odbitym strzale Jelavicia pieczętując tym samym zdobycie trzech oczek w tym spotkaniu. Taki PES.

Zdaniem redaktora zwyciężyła drużyna lepsza, która wykreowała sobie więcej okazji do zdobycia bramki co widać w poniższych statystykach i w przekroju całego spotkania zaprezentowała się lepiej. Atletico oddać trzeba, ze starali się, mieli również swoje sytuacje, jednak zabrakło trochę dokładności i zimnej krwi. Evertonowi gratulujemy ;)

 

 

Warto odnotować, że na pomeczowej konferencji prasowej miała miejsce niecodzienna sytuacja. Jeden z hiszpańskich chuliganów zaatakował trenera Evertonu...a zresztą sami zobaczcie:

Sprawcę całego zajścia okiełznano bez strat własnych, trenerom udało się więc w spokoju odnieść do samego spotkania:

 

Greg:

Z uwagi na słabą formę na mecz wybiegłem bez podstawowych graczy takich jak Howard, Anichebe, Fellaini oraz Pienaar. Jednak to nie przeszkodziło w stworzeniu wielu sytuacji podbramkowych z czego 3 skończyły się zdobyciem goli. Dwa razy do siatki trafił zastępujący Anichebe - Cahill.

 

trebuh111:

Zmiana formacji ze strony Atletico, ale nic to nie dało, ultraofensywnie ustawieni gospodarze natychmiast po przechwycie piłki wyprowadzali kontry, które siały zagrożenie pod bramka gości. Atletico próbowało dokładnie (z tym był problem :)) rozgrywać piłkę i grac atak pozycyjny, ale jak już wspomniałem ciężko było się bronic przed wataha ofensywnych zawodników Evertonu. Patrząc na statystyki to gracze The Toffees zdominowali mecz, ale według mnie spotkanie było wyrównane.

 

 


Serdeczne dzięki, relacje z kolejnych spotkań w ramach Meczów Kolejki już niebawem.

Pozdrawiam.


Logowanie



Gościmy

    DZIELĄ I RZĄDZĄ

    ADMINISTRATOR:
    wcrew

    MODERATORZY:
    Emilian

    Raul

    tlenekk

    gierkowicz

    Polecamy

    Liga  Poleć znajomym   Poleć znajomym  PES

    JESTEŚ TU Artykuły Publicystyka Mecz Kolejki PES6: Korespondencyjny pojedynek w Ekstraklasie. Mecz Kolejki #1 XXIX sezon!